Tajemniczy półwysep Pelion

      Brak komentarzy do Tajemniczy półwysep Pelion

Tajemniczy Półwysep Pelion, mityczna siedziba centaurów, miejsce gdzie kręcono część scen do pierwszej odsłony musicalu Mamma Mia. Porwaliśmy się na niego trochę pochopnie, bo choć geograficznie bliski Macedonii Egejskiej gdzie w tym roku spędzaliśmy wakacje to podróż do miejsca skąd widać Skiathos z Olimpiaki Akti zabrała z przystankami dobre kilka godzin. Wszystko przez góry, kręte i wąskie drogi, zwężające się w wioskach do absurdalnych rozmiarów. Nie ukrywam też, że nie spieszyliśmy się bardzo. W końcu to jest Grecja, tu na wszystko jest czas.

Jeżeli jedziecie na Pelion od strony autostrady egejskiej to dobrym pomysłem jest ominięcie Wolos, chyba że chcecie się przejść po nadbrzeżu i zakosztować życia sporego greckiego miasta. My nie mieliśmy tego w planach, ale niestety stara nawigacja nie pokazała opcji ominięcia Wolos przez obwodnicę. A potem już spokojnie, wąskimi drogami zwiedzicie Pelion.

Pierwsze co się rzuca w oczy, mimo lipca i szczytu sezonu – masowa turystyka tutaj nie dotarła. Nie ma tutaj dużych hoteli, resortów all inclusive czy powszechnego zgiełku charakterystycznego dla miejscowości turystycznych. Nasza wyprawa zaczęła się od wybornej ouzerii w Agrii, gdzie jako turyści byliśmy nie mniejszą atrakcją dla miejscowych, jak oni i ich kuchnia dla nas. Szczególnie, że my potraktowaliśmy okolice godziny 13 jako idealny moment na obfity obiad, a lokalni emeryci raczyli się skromnymi mezedes i ouzo.

Jak widzicie nie próżnowaliśmy. Była sałatka z ośmiornicy, horiatiki, kalmary, smażony bakłażan, smażone kalmary, frytki, stek wieprzowy, tzatziki, obłędnie chrupiące tosty i przemili gospodarze. Grecka kuchnia to coś najlepszego na świecie, tym bardziej jeżeli jest prawdziwa, lokalna, robiona pod mieszkańców wiosek i miasteczek, a nie turystów.

Za swój cel obraliśmy południowy kraniec półwyspu, pocztówkowe Platanias, z małym portem i kilkoma tawernami. Liczyłem, że uda się tam złapać taksówkę wodną i dotrzeć na Skiathos. Niestety nie daliśmy rady, jednak mimo to warto było przejść się po cichym porcie, pooglądać prawie puste zatoczki i usiąść w cieniu platanów.

W drodze powrotnej zaliczyliśmy  spacer po Argalasti, klimatycznej wiosce z centralnym placem, gdzie spotkaliśmy sprzedającą lokalne pamiątki Polkę, od 23 lat w Grecji i w zupełnie innym sklepiku skład polskich produktów, ogórki z Rolnika, musztarda Roleski i piwo  Żywiec. Gdzieś na końcu świata, w Grecji. Obkupiłem się tam też w lokalne greckie produkty. Sprzedawca był zawiedziony, że przyjechaliśmy tylko na jeden dzień – aby poznać cały Pelion potrzeba dużo więcej czasu.

Mamy nauczkę. Wiemy już, że następnym razem gdy będziemy jechać własnym transportem do Grecji to warto spędzić trochę więcej czasu na Pelionie.

Wracając górzystą drogą możesz zatopić się w błękicie morza. Główna szosa wiedzie serpentynami wśród zielonych lasów, sadów i gajów oliwnych, raz w górę, raz w dół, a z niej obłędne widoki na Zatokę Pegazyjską. Porównywalne z tymi z wioski Zia na Kos, ba, lepsze!

Warto tam kiedyś wrócić na dłużej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *